SEZONADA

To miejsce jest dla Ciebie, jeśli tak jak ja, lubisz karuzele tematów. Niech nam się tutaj przyjemnie zakręci w głowie :-)

Bywanie

Rybożercy w akcji

 

Spożycie rybki w nadmorskiej smażalni. Tak, celebracji wczasunku musi stać się zadość

 

   Morską rybkę mogę sobie w dalekim od Bałtyku zakątku naszego domu spożyć o każdej porze dnia i nocy. Ba, kupić taniej niż na Wybrzeżu. Wiem jedno. Nie wejść do smażalni, gdzie za drogowskaz służy zapachowa smużka oleju, to tak jak spędzić czas na plaży, nie wchodząc do wody.

   „Ryb brak”- głosiły nagłówki gazet. Telewizja również zapewniała, że nie spotkamy ich nad Bałtykiem. No chyba, że w mrożonej wersji. Zrobiło się bardzo smutno naszym kubkom smakowym. Ale na szczęście to półprawda, nie do końca sprawdzona przez dziennikarzy.

   Świeże bałtyckie rybki spotkamy w wybranych miejscowościach. Tam, gdzie rybacy mają blisko na łowisko. Przykład : Mrzeżyno. Natomiast rybakom ze środkowego wybrzeża nie opłaca się wypływać w rejon, gdzie latem wyznaczono miejsca do połowu. Kuter z Władysławowa musiałby w podróży spędzić dobę. Koszty benzyny i godzin pracy podbiłyby cenę. Nikt by nie kupił, więc nikt by nie sprzedał. Tam więc królują w smażalniach mrożonki. Ale czy czasem nie warto skusić się nawet na taką wersję, by poczuć klimat?

   A teraz wiadomość niewesoła. Jeśli popatrzymy na listę dobrodziejstwa w smażalni, apetyt się miota. Jaki wybrać specjał? Wszystkiego spróbować nie mogę, portfel nie wytrzyma. Ryba z frytkami dla rodzinki 2+1 to koszt w okolicach 80 zł. W menu widnieje średnio od 7 do 15 rybek. Z pomocą przyszła pani rybakowa, a konkretnie Oczkowa. – Jedyne świeże ryby o tej porze to dorsz i flądra. Innych nie ma. Cała reszta to mrożone.

   I już jest prościej do wyboru mamy dwie. Ja jestem fanką flądry. Dlatego że mocno inna od wszystkich. Bardzo delikatne mięso i cienkie w warstwie. Warto spróbować. Tym bardziej, że u nas na południu ojczyzny flądry nie uświadczysz.

   Nie spodziewajcie się w smażalniach wykwintności. Przyjaciółka opowiadała, że na Helu można spotkać wyrafinowane bary. Śledź z żurawiną, śledź po skandynawsku, z limonką i czym tylko fantazja podpowiada. Wszystko odpowiednio tuningowane, przystrojone, przyprawione. Ale tam rusza śmietanka finansowa, bo ceny na półwyspie najwyższe. Do nich adresowane są te cuda.

   My tymczasem przy ceracie i z papierową tacką. Ale co tam, najważniejsza  rozkosz podniebienia. Tylko pamiętajcie: dorsz i flądra, dorsz i flądra, dorsz i flądra.

 

 

 

Podziel się na:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blogger.com
  • co-robie
  • email
  • Forumowisko
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Buzz
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Mój biznes
  • Poleć
  • Sfora
  • Tumblr
  • Twitter
  • Ulubione
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks
  • Śledzik

Recommended

3 Comments

  • Świnka 23 lipca 2014 at 19:43

    Uwielbiam ryby! A takie znad morza, świeże, są najlepsze!!!! <3

    Odpowiedz

  • Mrs. Lifestyle 25 lipca 2014 at 16:51

    Uwielbiam ryby, mam wrażenie, że nad morzem smakują najlepiej. Jest taka jednak smażalnia w Rewie (niedaleko Trójmiasta), która serwuje najlepsze na świecie. jak sobie o nich pomyślę, to mam ochotę spakować bagaż i ruszyć na północ, tylko po to, aby skosztować ich dania :)

    Odpowiedz

  • Dobre Geny 1 sierpnia 2014 at 09:58

    Tak w przypadku zup, jak w przypadku ryb, kiedyś się głupio uparłam i nie jadłam ani jednego ani drugiego. Dopiero po ukończeniu ćwierćwiecza zmądrzałam i powróciłam do bardziej zróżnicowanego menu. A taka flądra nad morzem – mhmmm pychota!

    Odpowiedz

Leave a Comment


dziewięć + = 16

Web Design MymensinghPremium WordPress ThemesWeb Development