SEZONADA

To miejsce jest dla Ciebie, jeśli tak jak ja, lubisz karuzele tematów. Niech nam się tutaj przyjemnie zakręci w głowie :-)

Bywanie

post scriptum: Zadar

 

Pościg, tak to się zdarza w kinie akcji i gangsterom z Prószkowa. No i jeszcze mnie.

  Mądrzy mawiają, że o klimacie miejsca decydują ludzie. Jeśli to prawda, to biorąc pod uwagę poprzedni wpis, powinnam runąć na  kolana i bić się w pierś w rytm „mea culpa, mea culpa”. Nie wiem czy wszyscy mieszkańcy Zadaru i okolic są  wyjątkowi. Ten był. Ale po kolei.

  Wracamy do domu. Ma skromna osoba, mój przyszły mąż i równie przyszli teściowie. Wakacje spędzaliśmy na żwirku Dalmacji Środkowej, teraz jesteśmy na wstążce autostrady tuż za Zadarem. Trochę nudno. W końcu mieliśmy całe dwa tygodnie, by się nacieszyć rozmowami, więc trudno się z tematów nie „wyprztykać”. Milczymy, albo raczej z lekka  przysypiamy. Kamienie, zieleń, asfalt, zieleń, asfalt, kamienie, asfalt, kamienie, zieleń. Chrrrrrrr……

-       Jedzie za nami- rzuca mój prawie mąż.

-       Aha…- to ziewająco potwierdza prawie teść.

Autostradowy widok jest monotonny, kołysze, usypia. Nieprzytomny wzrok i baaardzo powolne myśli.

  Za około dziesięć minut znowu słyszę: „Jedzie za nami”. Takie jakby głośniejsze, z naciskiem. Leniwie odwracamy głowy, jak na zwolnionym filmie. Z tyłu czerwone punto.

 – No, ładne- oznajmia ospale prawie teściowa. Przecież wypada coś powiedzieć. Wraz z powrotem głowy do pozycji wyjściowej świat wraca na swoje koleiny. Znowu staje się jednostajny. Kamienie, zieleń, asfalt, zieleń, kamienie, asfalt, zieleń, asfalt, kamienie.

post scriptum2

 

-       Jedzie za nami.

O, to już rzucone po trzech minutach. Coś więc jest na rzeczy. – Przecież zawsze coś na autostradzie za nami jedzie- to ja, z brakiem zrozumienia dla kierowcy. Teść się jakoś ożywia i nieznośnie wierci. W odpowiedzi na to wiercenie mój prawie mąż:  – No przecież widzisz, że zwalniałem, żeby mnie minął.

Przyspieszamy. Punto też. Żwawiej. Punciak hożej. Już nie jest nudno. Ja właśnie w tej chwili czuję, że wypiłam najprawdziwsze z prawdziwych espresso. Po kolejnych pięciu minutach prawie teść nie wytrzymuje napięcia i zarządza: – Jak będzie stacja, to zjedź.

  Po jakimś czasie  pojawia się z całym dobrodziejstwem. Czytaj: benzyna, taras widokowy, restauracja, miniplac zabaw dla dzieci i takie tam inne. Zjedżamy. Czerwone punto również. Parkujemy. Nasz prześladowca w znacznej odległości, bo nie było miejsca obok. Wysiadamy. Biegnie w naszą stronę. – Pooolaaacy! Poolaacy! Polacy!

  Przed nami staje ogorzały jegomość w usmarowanym kombinezonie roboczym. Na oko pięćdziesięcioletni. Podaje nam trzy ciężkie papierowe torby z pomidorami. – Dla was, ja kocham Polskę- rzuca głosem pełnym zadyszki. I obszernie uzupełnia czym motywowana jest ta miłość. Przede wszystkim fascynacją postacią Jana Pawła II. Wyraża się, że on był nasz, swój i wszyscy go tu kochali. Na wspomnienie o Ratzingerze macha z dezaprobatą ręką. To już coś zupełnie innego. Papież do szanowania , ale nie do kochania. Wspomina jak płakał na wiadomość o śmierci Karola Wojtyły. I faktycznie, jego oczy zrobiły się w tym momencie wilgotne. Kolejny powód to wielomiesięczna bytność w naszym kraju na kontrakcie. Najpierw był to Gdańsk, a później regionalna telewizja w Katowicach. Tam pracował również mój teść.  Możecie więc sobie wyobrazić nagłe powinowactwo dusz obojga panów. I to był klucz do pościgu. Śląska rejestracja. Bo samych Polaków nad Adriatykiem jest przecież od groma. Na sam koniec było trochę narzekania na nadmorską autostradę, na którą Chorwacja zaciągnęła gigantyczny kredyt. – Jeszcze nasze wnuki będą spłacać- utyskiwał sympatyczny Chorwat. I w tym biadoleniu był jak rasowy Polak, co nas jeszcze bardziej do siebie zbliżyło.

  W końcu dotarliśmy. I przyszedł czas rozpakowywania torb podróżnych. Potem czas zgrywania zdjęć. Czas oglądania. I wreszcie czas pomidorów. Gdy nóż naruszył z lekka ich skórkę, pachniało w całym domu. Aromatem najbardziej pomidorowych pomidorów z przydomowego pomidornika. Gdzie grzały się w chorwackim słońcu, wolne od folii i pestycydów. Już samym zapachem można się było sycić. Tylko dlaczego oczy  podczas krojenia  łzawiły jak przy cebuli?

post scriptum3

 

 

Podziel się na:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blogger.com
  • co-robie
  • email
  • Forumowisko
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Buzz
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Mój biznes
  • Poleć
  • Sfora
  • Tumblr
  • Twitter
  • Ulubione
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks
  • Śledzik

Recommended

Leave a Comment


+ dziewięć = 10

Web Design MymensinghPremium WordPress ThemesWeb Development