SEZONADA

To miejsce jest dla Ciebie, jeśli tak jak ja, lubisz karuzele tematów. Niech nam się tutaj przyjemnie zakręci w głowie :-)

Różności

„Pamiętajcie o ogrodach” J.Kofta

 

Marzę o pachnących kwiatem ogrodach. A mam to co wszyscy: trawnik i iglak

 

   Na placu zabaw z mamą raczej nie pogadasz. Albo już przyszła z psiapsiółką i towarzystwem dla smyków, albo wypoczywa z telefonem w dłoni i kolorowym pismem. Dziadkowie to co innego. To zwyczajnie inny gatunek.

   Tego spotykałam już od pewnego czasu. Wymienialiśmy grzeczności, bo moja córcia lubiła połobuzować z jego rówieśną wnuczką. Uprzejmie się dziwiłam, że mając 80 lat, potrafi jeszcze opiekować się energiczną trzylatką. Mało tego, przygotowuje maturzystów z matematyki (inżynier).

   Przedwczoraj upał był niemiłosierny, więc dziadzio zaproponował: – Chodźmy do mojego ogrodu, tam jest sporo cienia. Dziewczynki nazbierają sobie malin do kubeczka.

   Otwartość niedzisiejsza.

  Poszłyśmy. Było tak:

dziadzio-pierwsze

 

dziadzio-drugie

 

   Okazało się, że pan M. sam pielęgnuje ogród i zajmuje się jego kompozycją. Kiedy znajduje na to czas, doprawdy nie wiem. Młodzi wracają z pracy koło 17:00. A zieleniec jest naprawdę imponujący. Głupia sprawa, ale siadła mi bateria w aparacie, więc tym samym wszystkiego nie uwieczniłam. Na przykład warzywniaka wielkości połowy boiska. Tam na środku  stała altanka- zadziwiajka. Najbardziej przypominała formą wigwam. Zrobiona z wierzbowych gałęzi. Wokół nich wspinała się radośnie fasola, traktując je jako tyczki. Pomysł jest arcyciekawy. Wyglądało to zjawiskowo i  przebijało wszelkie drewniane altanki, które widziałam. No i to czysta natura dawała schronienie i cień.

   Moje ochy i achy dziadzio skwitował: – E tam, musiałem poobcinać wierzby w ogrodzie. Straż miejska ciągle jeździła w te i nazad, to i jak spalić gałęzie? No to zrobiłem bazę dla starszego wnuka. Przychodzi tu po szkole z kolegami. Ciągle gonią po ogrodzie, bo tutaj jest się gdzie chować.

dziadzio-trzecie

 

   Dziewczynki zbierały najpierw maliny. Gdy to się znudziło poziomki, potem poszły z koszyczkiem na śliwki. Dla dzieciaka raj. Trampolina i basen w ogóle nie kusiły. Przecież można skakać między dyniami i chować się w labiryncie jeżynowych zarośli. – Niech pani zasadzi jeżyny, z jednego krzaczka ponad 10 litrów- przekonywał M.

   Tak się jakoś potoczyło słowo, że dowiedziałam się, że dziadzio Lenki pochodzi z Kresów. Zostali w czasie wojny przesiedleni do Kazachstanu. Jego ojciec oficer (jak na te czasy baaardzo wysoka ranga i prestiż) pracował tam jako drwal. Zwolnienie od pracy przy wyrębie  lasu dostawało się dopiero, gdy temperatura spadała do -60ºC. W mroźne dni, gdy człowiek szedł, tworzył się w powietrzu za nim korytarz. Jedyne szlaki komunikacyjne to zamarznięte rzeki. Nie było sposobu uciec. Zwłaszcza z dziećmi, a ich była piątka. Wiosną z kolei kilkumetrowe zaspy topniały, tworząc powodzie na kilka miesięcy. Można było tylko przemieszczać się na tratwie. Wybuchały epidemie. Po każdej umierała połowa mieszkających tam Polaków. Baraki dla bezpieczeństwa budowane były na dwumetrowych palach. W takim baraku mieszkały średnio trzy rodziny. W ich familii było ich ośmioro, dostali pomieszczenie o powierzchni… 9m². Czasem byli tak głodni, że jedli na żywca ślimaki lub małe rybki. -Ale ludzie byli dobrzy, pomagali sobie, nam pomagali nawet Tatarzy.

   Z mojego  streszczenia mogłoby wynikać, że musiałam wysłuchiwać gorzkich żali i trenów żałobnych. Nic z tych rzeczy. Dziadzio miota iskry entuzjazmu. Jak barak na palach, to podziw dla zmysłu budownictwa. Jak wszy, to wesołe przypowieści o zasadzkach na nie. Jak głód, to zachwyt nad kulinarną wynalazczością. Programowy entuzjazm. Wspomnień książkowych na ten temat nie czyta. – Eee, nudy. Ja tam lubię czytać rzeczy z humorem, a nie marnować wzrok, jak ktoś drukiem kwęka.

dziadzio-czwarte

 

dziadzio-piate

 

-       Pan to chyba lubi piękno. Widać tu tyle włożonego wysiłku.

-       Gdzie tam, piękno to wnuczka.

dziadzio-szoste

 

PS : Po wyjeździe z Kazachstanu jak większość kresowiaków, zostali przesiedleni na Dolny Śląsk. Dostali gospodarstwo poniemieckie pod Kłodzkiem. Jak wiemy to miejsce magiczne,ale w cudnej rozsypce (jak zresztą cały Dolny Śląsk). Każdy przewodnik tłumaczy: – Ci ludzie przeszli traumę, nie wierzą że są u siebie i że na zawsze. Nie będą o to dbać,  rządzi nimi słowo „tymczasem”.

   Panem M. widać nie rządzi. Tworzy nadludzkim, bo osiemdziesięcioletnim wysiłkiem,  zielony ład. No ale to jest facet, który nie lubi czytać wspomnień.

dziadzio-siodme

 

 

Podziel się na:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blogger.com
  • co-robie
  • email
  • Forumowisko
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Buzz
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Mój biznes
  • Poleć
  • Sfora
  • Tumblr
  • Twitter
  • Ulubione
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks
  • Śledzik

Recommended

2 Comments

  • Marti 8 sierpnia 2014 at 12:33

    WOW! Pełen szacun! Ze świecą już chyba takich ludzi szukać! Wszyscy marudzą i narzekają.. na wszystko.. zawsze znajdzie się jakiś powód. A i nie każdy miałby siły czy chęci by pomimo innych zadań, umieć tak pięknie ogród wypielęgnować. Chciałabym być taka na stare lata!

    Odpowiedz

  • Dobre Geny 12 sierpnia 2014 at 16:12

    Piękna historia – i ta otwartość na początku, gdy padło zaproszenie i ta część o kwękaniu :) a już podsumowanie o wnuczce, to zupełnie rozkłada na łopatki.

    Tak sobie czasami myślę, że w tej codziennej bieganinie nic nie wiem i nic nie widziałam.

    Zazdroszczę Ci znajomości z Panem M. :)

    Odpowiedz

Leave a Comment


+ cztery = 12

Web Design MymensinghPremium WordPress ThemesWeb Development