SEZONADA

To miejsce jest dla Ciebie, jeśli tak jak ja, lubisz karuzele tematów. Niech nam się tutaj przyjemnie zakręci w głowie :-)

Osłupiałki

Na to się nabieramy

 

  W kolorowej prasie nadprodukcja dietetycznych mitów. Potem u lekarza marszczę czoło ze zdziwienia w mocną harmonijkę

Mit nr 1: Kupuj jajka od kur z wolnego wybiegu, bo są bardziej wartościowe odżywczo

  Naumiałam się tych wszystkich kodów liczbowych. Jeśli pierwsza cyfra 3-  to chów w klatce, 2- ściółkowy, 1- wolny wybieg, 0- ekologiczny. Kupowałam od rolnika jajko drogie. Jajko usmarowane g…, do którego zawadiacko przykleiło się piórko. Niepotrzebnie.

  Wszystkie jajka mają ten sam skład! Niezależnie, gdzie żyją, niezależnie co jedzą. Jajko kurze ma skład zdeterminowany genetycznie. Źle odżywiona kura po prostu przestaje jajka znosić. I tyle.

A kura zielononóżka? Ta słynna piastowska kura, pierwotna rasa nadwiślańska, co to nas częstuje żółtkiem o niezwykłych właściwościach? Chwyt marketingowy. Skład pospolity. To i kura pospolita :-(  Zawód.

  No i jeszcze jedna kwestia. Jajka ze sklepu weselą mocno pomarańczowym żółtkiem. A te od rolnika to jakieś bledziuchy. Wietrzę podstęp. Anemiczność jajek eko to jednak pozory. Zwyczajnie te z ferm przemysłowych mają podbarwione centrum. Ale bez paniki. Karmi się je specjalnie paszą z karotenem, żeby były bardziej pomarańczowe. Na szczęście jest to składnik  naturalny.

Mit nr 2: Pij dużo wody, wypłukuj toksyny

  Każdy internista jest tym ubawiony. Ja mniej, bo całe studia spędziłam z butelczyną wody mineralnej przy boku, niczym gimnazjalista- ofiara smartfona. Była ze mną wszędzie. Zewsząd atakowały mnie zdjęcia modelek, aktorek i celebrytek ze spacerów, którym obok markowej torebki towarzyszyła woda mineralna. Z prawdziwym poświęceniem więc pilnowałam, żeby te nieszczęsne 2,5 l wlać w siebie.

  Tymczasem jest to ilość mocno ustandaryzowana. Dla osoby ważącej 70 kg. A mnie dzieli do takiej wagi szczęśliwie spora odległość. Druga sprawa, że pijana woda nawet w ilościach hurtowych nie jest w stanie pozbawić nas toksyn. One wydalane są z moczem i z potem, a do tego wystarczy pić umiarkowanie. Nadmierne pojenie się jest wręcz szkodliwe. Obciąża  niepotrzebnie nerki. Nie jesteśmy w stanie zrobić z naszego organizmu magazyn. Często pijesz? Będziesz częściej robić siusiu. Wszystko co w nadmiarze, nasza organiczna maszyneria usunie.

  Nie da się też nawilżyć w ten sposób cery. . Gdy za mało pijemy, będziemy mieć spękane usta i odwodnioną cerę. Gdy uzupełnimy płyny wszystko wróci do normy. Ale potencjału nawilżenia nie zwiększymy. To podobnie jak z witaminami. Brak którejkolwiek zwiastuje tarapaty. Witaminowa równowaga to stan neutralny, nie stajemy się zdrowsi czy bardziej odporni.

Mit nr 3: Jedz szpinak, bo ma dużo żelaza

  Żeby nie było: uwielbiam szpinak! Zasmakowałam w nim, mając już dowód w kieszeni. W moim domu szpinaku się nie podawało. Dlaczego, do dzisiaj nie mam pojęcia. Znałam go więc jedynie z dziecięcej literatury. A on był tam kimś w rodzaju żywieniowego Bazyliszka. Pogromca uśmiechu dziecka. Forma dietetycznego nękania ze strony dorosłych. Wreszcie karma dla anemika. O cudownych zasobach żelaza do dzisiaj się słyszy. Tymczasem jest go 3, 57 mg na 100 g.  Oj, slabiutko. Dla porównania często jedzone ziemniaki mają go 7,4 mg, a soja 15, 7mg. A w ogóle warzywa to cieniarze, jeśli chodzi o żelazo. Najwięcej jest go w mięsie. Rekordowe są pod tym względem części wołowiny. Jej podroby to 44, 5 mg! Tak więc w starciu z niedokrwistością szansę mają mięsnolubni. Wegetarianie pewnikiem mają jakieś tam sposoby na uzupełnianie braków, ale ja ich nie znam.

 

Podziel się na:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blogger.com
  • co-robie
  • email
  • Forumowisko
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Buzz
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Mój biznes
  • Poleć
  • Sfora
  • Tumblr
  • Twitter
  • Ulubione
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks
  • Śledzik

Recommended

6 Comments

  • Guest 15 września 2014 at 22:17

    Zgadzam się z Tobą co do szpinaku, co do picia wody częściowo, a jeśli chodzi o jajka to nie podzielam Twojego zdania.
    Masz rację, że szpinak zawiera niewiele żelaza. Kiedyś naukowcy się pomylili podając światu błędne liczby i tak już zostało. Najwięcej żelaza zawierają podroby ( np, śledziona wołowa 39 mg/ 100 g ) oraz wątróbka. Mięso mięśniowe, nawet wołowe, zawiera niewiele żelaza. Żelazo mamy w owocach zwłaszcza suszonych, niektórych warzywach ( o soi nie wspomnę bo może być genetycznie modyfikowana). Prawdziwą skarbnicą są nasiona kminku ( 66 mg/100 g) i kozieradki ( 33,53 mg) Ponieważ dzienne zapotrzebowanie człowieka to 10-20 mg, to i wegetarianie sobie poradzą, a ci z niedokrwistością i tak sięgną po piguły.
    Jeśli chodzi o wodę to zapotrzebowanie człowieka to do 1,5 lira dziennie. Oczywiście o tej ilości decydują jeszcze inne czynniki: rodzaj pracy jaką wykonujemy, czy uprawiamy sport, czy jesteśmy palaczami itd. Prawdą jest, że woda wypłukuje toksyny, które następnie są wydalane przez mocz i skórę z potem. Ponadto pijąc wodę pozbywamy się zakwaszenia organizmu, metali ciężkich i chronimy nerki. Nie umniejszałabym więc znaczenia wody.
    Co do jajek spożywając jajka z ferm przemysłowych chowu klatkowego nie mamy pewności czy kurka jadła hormony ( powodują przedwczesne dojrzewanie u dziewcząt), antybiotyki ( powodują uodpornienie się niektórych ludzkich bakcyli, które potem nie wiadomo czym leczyć) oraz czy nie jadła sztucznej paszy genetycznie modyfikowanej. Nioska z wolnego wybiegu skubie trawkę i robaczki. Ponadto kupując jajka od kury z chowu klatkowego wspieramy jej nieludzkie traktowanie. Najpewniejsze jajka to te od Pana Janka ze wsi

    Odpowiedz

  • sezonada 16 września 2014 at 14:05

    Dziękuję za ten głos w dyskusji, jest o tyle wartościowy, że rzuca też światło na aspekt humanitarny przemysłowego chowu zwierząt. A tego tym tym wpisie zabrakło.
    1)Co do wody prawda jest gdzieś pośrodku i obie w pewnym sensie mamy rację. Pot i mocz faktycznie ma źródło w wodzie, ale nie musimy spożywać jej tyle, do ilu litrów nas się zachęca, by ten mechanizm funkcjonował prawidłowo. A nadmierne picie wody wcale nie jest dla nas korzystne.
    Zresztą, słusznie zauważyłaś/eś, ze zapotrzebowanie na wodę jest zmienne i zależy od masy okoliczności: klimat, pora roku, masa wyjściowa, przyjmowane leki, ciąża, wiek, stan krążenia, rodzaj aktywności, charakter pracy itp.

    3)Co do jajek, słusznie zauważyłaś/eś , że nie sposób pominąć aspektu traktowania zwierząt. Chów klatkowy powinien być zakazany jako znęcanie się w imię przemysłowych zysków. Podobnie jak inne kontrowersyjne chowy zwierząt. Eksperci są jednak zgodni: te jajka niczym się nie różnią. podobno jedynie smakiem. Ale ja niestety nie czuję różnicy na korzyść tych od rolnika. Może to kwestia indywidualnej wrażliwości smakowej.
    Jajka z chowu naturalnego prócz tego niosą ryzyko salmonelli. Tych z chowu klatkowego nie musimy sparzać.

    4)No i ostatnie. Każdy wyrób powstały na terenie Polski jest wolny od hormonów i antybiotyków. Potwierdzi to każdy technolog żywienia i zootechnik. nim mięso trafi do uboju musi być potwierdzenie, że w jego organizmie nie ma już tych wspomnianych substancji. Samo stosowanie hormonów i antybiotyków (u nas hormony zakazane, ale antybiotyki się stosuje) nie przesądza jeszcze, ze są one obecne w mięsie i produktach nabiałowych, które spożywamy.

    5)Wiadomości, które zebrałam są wynikiem przeprowadzanych kiedyś przeze mnie wywiadów z różnymi ekspertami. To nie są informacje czerpane z internetu!!! A on wiadomo, woli się ekscytować dietami Dukana niż konserwatywną nudną piramidą żywienia, która musiała znaleźć potwierdzenie swojej słuszności przynajmniej w kilku niezależnych ośrodkach naukowych. Żyjemy w net-rzeczywistości zielonych koktajli, jagód goji i wszechobecnego biegania . Wszystkie z doskonałym PR, z umiarkowanymi korzyściami. Dlatego tak ważne są informacje ze świata naukowego (potwierdzane niezależnie w różnych zespołach) nudne, mało kontrowersyjne, za to bardzo prawdziwe.

    2)Wołowina nadal górą. Dowody: Centrum pediatrii i Onkologii na Śląsku stosuje ją jako składnik diety w dziennym żywieniu anemików. Odchodzi się od suplementacji żelazem jako szkodliwej. Co prawda spotkamy pediatrów w przychodniach, którzy potrafią zapisać dziecku żelazo (sama w dzieciństwie zażywałam preparaty z Pewexu, kupowane w dobrej wierze tzw. Kinder Biovital), ale dotyczy to lekarzy słabiej zorientowanych, nie uczestniczących w sympozjach i konferencjach naukowych. Wedle odgórnych wytycznych największe ośrodki medyczne w Polsce już dawno odeszły od suplementacji tego rodzaju, wyjątkiem są ostre postacie anemii (wtedy zastrzyki).
    Jest masę warzyw i nasion bogatszych w żelazo od szpinaku. Ale żadne z nich nie dorówna produktom mięsnym. Zwolennicy wegetarianizmu często są częstowani danymi, które mają przekonywać do tego systemu żywienia, a co za tym idzie dyskredytować produkty mięsne na rzecz innych.
    Sama sympatyzuję z wegetarianami i uważam, że nawet w przypadku częściowych niedoborów danego składnika (choć jest pewnie rzesza zdyscyplinowanych, którzy potrafią mieć świetne wyniki, choć to wymaga nie lada wysiłku w diecie) wegetarianizm jest naszym przyszłym systemem żywienia, następnym krokiem w rozwoju cywilizacji. A ta zawsze rozwija się w opozycji do natury.

    Odpowiedz

  • MAGASHION.PL 16 września 2014 at 18:25

    Ciekawy tekst, ale zdjęcie to jest przepiękne <3

    Odpowiedz

  • Guest 17 września 2014 at 12:34

    Pozwolisz, że będę jednak z Tobą polemizować.
    Rzeczywiście, od 2004 faszerowanie kurczaków hormonami jest zabronione w krajach Unii ,ale czy hodowcy się do tego stosują to inna sprawa. (Potwierdzają to kontrole. Nie będę pisać kto i kiedy bo to nie naukowa debata, kto będzie zainteresowany to sobie sam sprawdzi) . Gra jest warta świeczki bo kurczak karmiony hormonami osiąga w ciągu 6 miesięcy wagę 1,5 kg, podczas gdy karmiony naturalnie wtedy dopiero jest wielkości pięści. Osobiście znam dziewczynkę, córkę właścicielki stoiska z grillowanymi kurczakami, która w wieku 3 lat była leczona endokrynologicznie z powodu menstruacji i pojawiającego się owłosienia łonowego.
    Jeśli chodzi o żelazo to miło usłyszeć, że są gdzieś lekarze proponujący jego naturalną suplementację. Ja o takim przypadku nie słyszałam. Sama dwa lata temu z powodu niedokrwistości byłam suplementowana farmakologicznie. Skarbem jeśli chodzi o żelazo są podroby a zwłaszcza śledziona wołowa, wołowina mięśniowa natomiast zawiera tego żelaza 4 mg/ 100 g . Więc już nawet ziemniaki zawierające 6 mg/ 100 g zwyciężają, nie wspominając też innych warzyw. Jakkolwiek wołowina przoduje wśród innych mięs.
    Zgadzam się z Tobą, że jesteśmy zasypywani mnóstwem informacji przez media, zwłaszcza internet. Informacje te należy filtrować. Sądzę jednak, że ekspert, ekspertowi nie jest równy, zwłaszcza, że wielu z nich reprezentuje dane lobby i ich ekspertyza forsuje oczekiwane idee.Podobnie z lekarzami, dwóch będących specjalistami z tj samej dziedziny często ma odmienne poglądy co do leczenia tej samej jednostki chorobowej. Dlatego sądzę, że filtr też jest nam potrzebny w stosunku do ekspertów i lekarzy.
    Przynajmniej co do wody się zgadzamy- pijmy stosownie do naszego zapotrzebowania. :)

    Odpowiedz

    • sezonada 17 września 2014 at 14:04

      Masz rację, ekspert ekspertowi nierówny. A prócz tego coraz częściej firmy opłacają dany autorytet w swojej dziedzinie. Mamy coraz większy problem z pozyskiwaniem uczciwej, w pełni niezależnej informacji.

      Odpowiedz

  • Explosive Mixture 17 września 2014 at 22:02

    ooo tak uwielbiam te głupoty, że niby trzeba tyle pić wody w ciągu dnia – a tak naprawdę bardziej to szkodzi niz pomaga :/

    Odpowiedz

Leave a Comment


2 + trzy =

Web Design MymensinghPremium WordPress ThemesWeb Development