SEZONADA

To miejsce jest dla Ciebie, jeśli tak jak ja, lubisz karuzele tematów. Niech nam się tutaj przyjemnie zakręci w głowie :-)

Dziecię

Na szlaku babiego lata: Hala Boracza

 

  Zapach świeżej żywicy i ciemnego igliwia. Fioletowe języki od jagód, tropienie małych jaszczurek i muzyka dzikich pszczół. Słoneczne plamy pomiędzy drzewami pełne cieni-zgadywanek. Tak się zaczyna beskidzka przygoda. Babie lato nęci.

   Ruszyliśmy na szlak. My w górskim obuwiu, Ala z braku takowego w swoich zimowych traperkach. Trochę na wyrost. W zanadrzu trójkołówka rowerek albo ramiona taty. Wolno przesuwające się krajobrazy to nagroda za trudy przy pracowniczym biurku. Dochodzą do tego jeszcze okrzyki radości ze strony córci. Bo oto kura, krówka lub zabłąkany Burek. W schronisku będzie nagroda: domowe pierogi z kleksem swojskiej śmietany. Warto! Robią je naprawdę pyszne.

Hala Boracza-drugie

  Gdy maszerowaliśmy w górę  Alusia miała dwa latka i miesiąc. Jeszcze za mało, by pokonać całą trasę na własnych nóżkach. Już na tyle jednak dużo, by nie męczyć jej w nosidełku. Bo nie uwierzę, patrząc na kilkumiesięczne maluszki na szczytach, że to dla nich  frajda. Choć kiedy nie miałam jeszcze dziecka, wydawało mi się to straaasznie romantyczne.

  Wybierając się na Halę Boraczą w Beskidzie Żywieckim, możecie ruszyć z Żabnicy tradycyjnym szlakiem albo asfaltówką. I to jest świetna sprawa, choć na asfalt obrażą się wszyscy rasowi traperzy. Jeśli ma się malucha albo bliskiego na wózku inwalidzkim nie ma lepszej, a czasem i jedynej opcji. My wybraliśmy więc wstążeczkę asfaltu, żeby awaryjnie wspomagać się rowerkiem- pchaczem. Jeśli ktoś jest na etapie wózka, też spokojnie da radę. Nasza Ala zamiennie dreptała samodzielnie lub delektowała się widokami z pozycji rowerowego siodełka. No dobra, nie widokiem, a pączkiem.

Hala Boracza-trzecie

Hala Boracza-czwarte

Hala Boracza-piąte

Hala Boracza-szóste

Hala Boracza-siódme

  Schronisko jest po remoncie. W środku nadal PRL do kwadratu. Na polanie widokowy raj do sześcianu. A więc równowaga. Jedzenie pyszne. Brakuje jedynie porządnego ekspresu do kawy, by zadowolić prawdziwego miejskiego burżuja.

  Większość zamawia frytki. A to profanacja schroniskowej stołówki. Robią tu pyszne pierogi. Z jagodami, grzybami albo ruskie. W zależności od sezonu, czym ziemia karmi. Jeśli pogoda pozwala najprzyjemniej pałaszować je na zewnątrz i patrzeć na dzieciaki, które w ogóle nie są zajęte tym, co na talerzu. Właśnie trwają rozgrywki w turlaniu się z górki.

   Do dzisiaj nie wiem skąd nazwa Hala Boracza. W okolicy mieszka trochę osób o nazwisku Borak. Może ta hala była kiedyś w ich posiadaniu? Bo teraz we władanie bierze ją jesień.

Podziel się na:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blogger.com
  • co-robie
  • email
  • Forumowisko
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Buzz
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Mój biznes
  • Poleć
  • Sfora
  • Tumblr
  • Twitter
  • Ulubione
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks
  • Śledzik

Recommended

5 Comments

Leave a Comment


+ cztery = 9

Web Design MymensinghPremium WordPress ThemesWeb Development