SEZONADA

To miejsce jest dla Ciebie, jeśli tak jak ja, lubisz karuzele tematów. Niech nam się tutaj przyjemnie zakręci w głowie :-)

Różności

Jak wybierać zdrowie w warzywach i owocach

 

Trudno się nie pogubić. Jadam już truskawki z Chin i ziemniaki z Majorki

   Kilkanaście lat temu zafascynowana obierałam ze skórki banana. „Panama”, „Honduras”, „Urugwaj” czarowały na skórce naklejki. Wyobrażałam sobie gorącą plantację, gdzie pracują smagłe  ręce. A potem, witaj przygodo! Jedzie ten owoc przez ocean, by zadowolić kubki smakowe Patrycji. Albo przemierza samolotem kontynenty. Wszystko po to, by wyrwany z tropików banan, wylądował w mej zmarzniętej dłoni, odzianej w wełnianą rękawiczkę. Czułam wdzięczność wobec losu. Czułam nawet coś w rodzaju respektu.

   Dzisiaj spece od wszystkiego, co zdrowe nawołują mnie: wchłaniaj lokalne. Krótki transport równa się mniej strat dla witamin i minerałów. Jednak nie tylko. Nasze polskie warzywa i owoce w odróżnieniu od „cudzoziemców” nadal pachną. Nadal intensywnie drażnią przełyk i język. Nie wiedziałam o tym długo. Dopóty nie musiałam słuchać psalmów pochwalnych nad polskim pomidorem  pewnego Austriaka. A był to produkt szklarniowy! Dopóty nie nasłuchałam się narzekań koleżanki, która pomieszkuje w Szwecji. Żeby zrobić jarzynową sałatkę, jedzie na drugi koniec miasta do Turka, który handluje polskimi warzywami. Z holenderskich jarzyn, wylegujących się w tamtejszych skrzynkach, wszystko ma smak makulatury i cieszy jedynie oczy.

warzywa-papryka

   Do rzeczy. Postanawiam: w supermarkecie wszystko prócz mięsa i jarzyn. Kierunek: bazarek, małe „Delikatesy”  w pobliżu domu. Trochę złorzeczę, że muszę to wszystko myć. Jarzyny nie są też urodziwe. Ale liczy się wnętrze! Z tą myślą kupuję następny droższy kilogram ziemniaków, wspierając polskiego rolnika i naszą gospodarkę. Przy którymś tam razie pytam z jakiego regionu te kartofle. Przed oczami przewijają się zielone zagony na jeszcze zieleńszym Mazowszu. – Z Izraela- słyszę. Nie dowierzam. – Przecież jesteśmy potęgą ziemniaczaną! – ciągnę na patriotyczną nutę. W odpowiedzi – W truskawkach niby też potęgą, ale drogie. Hurtownik na giełdzie, woli je sprowadzić z Chin.

  Do dziś nie wiem, czy Pani Sprzedawczyni, aby mnie nie nabierała. Owoce jagodowe psują się z prędkością światła. Jak one, u licha, mogłyby nie podgnić, jadąc z Chin??? Bo przecież nie lecą. Cena byłaby już wtedy  wysoka jak drabina. Pryskają czymś? Jonizują mocniej niż zazwyczaj?

warzywa-cukinia

  Przyjęłam własną, choć mocno niedoskonałą, strategię.

1)   Bazarek lub sklep, a tam pytanie SKĄD? Rzut okiem na skrzynkę (jakie napisy) lub nieograniczone zaufanie do sprzedawcy, bo nic innego  nie pozostaje.

2)   W sezonie zimowym mrożonki +kiszonki.

3)   W sezonie wiosennym przepraszam się z hipermarketami. Tamtejsze nowalijki będą zdrowsze od naszych, bo mają wcześniej więcej światła. Oczy kieruję ku napisom z Południa. Grecja, Hiszpania, Włochy, Maroko, Portugalia- to właściwy kierunek.

PS. A teraz rolnicza aferka. Niektórzy już wyczuli ekozakręconych i misjonarzy zdrowia. Holenderskie warzywa przepakowuje się w polskie skrzynki ze swojsko brzmiącymi nazwami. „Mrzekociny” czytaj „Randstat”.

 

Podziel się na:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blogger.com
  • co-robie
  • email
  • Forumowisko
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Buzz
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Mój biznes
  • Poleć
  • Sfora
  • Tumblr
  • Twitter
  • Ulubione
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks
  • Śledzik

Recommended

7 Comments

  • wenus-lifestyle 16 czerwca 2014 at 09:47

    Jestem bardzo zaskoczona tym PSem, nie słyszałam o tym – jakoś mi umknęło :O
    A prawda jest taka, że im mniej urodziwe warzywo owoc, tym większe szanse, że jest on zdrowy, nie pryskany, nie faszerowany chemią, która przecież ma poprawić wygląd warzywa/owocu :D

    Odpowiedz

  • Kasia (simplicite) 16 czerwca 2014 at 12:35

    Straszne, że nawet sprzedawcom na ryneczku nie można już zaufać. Warszawa jest niestety straszna pod tym względem, warzywa i owoce w moim rodzinnym Malborku naprawdę smakują inaczej…

    Odpowiedz

  • Natala 17 czerwca 2014 at 07:04

    Zmobilizowalas mnie do tego, ,co juz dawno sobie obiecałam. Jarzyn i owocow nie bede kupować przy okazji zakupów w naszym lokalnym centrum handlowym ;) tylko w warzywniaku. Pomijając pochodzenie, tam jeszcze ani razu nie nadzialam sie na gabczastego, jalowego arbuza, a w naszym centrum prawie za kazdym razem.

    Odpowiedz

  • Explosive Mixture 17 czerwca 2014 at 21:10

    W Poznaniu jest mnóstwo ryneczków na których można kupić lokalne warzywa i owoce, ale oczywiście ja mieszkam w takim miejscu, że nie mam za bardzo do nich dostępu, a kilograma ziemniaków i innych pyszności nie mam siły dźwigać przez pół miasta :P Może jednak powinnam zrobić prawo jazdy!?:D

    Odpowiedz

  • Daria 18 czerwca 2014 at 07:51

    Najgorsze, że możesz usłyszeć „Pani to nasze polskie”, a tak naprawdę przyjechało z jakiejś odległej krainy :D dobra opcja to kupowanie bezpośrednio od rolnika :D

    Odpowiedz

  • Mrs. Lifestyle 19 czerwca 2014 at 13:28

    W takich chwilach ogromnie się cieszę, że mogę korzystać z ogrodu rodziców czy teściów. Mam pewność, że zdrowe, nasze i niepryskane. Wartość tych kupionych na bazarku da się wyczuć, to nie jest to samo co kiedyś, niestety ;/

    Odpowiedz

Leave a Comment


+ cztery = 10

Web Design MymensinghPremium WordPress ThemesWeb Development