SEZONADA

To miejsce jest dla Ciebie, jeśli tak jak ja, lubisz karuzele tematów. Niech nam się tutaj przyjemnie zakręci w głowie :-)

Bywanie

Hvar rzuca urok

 

Nie miałam szczęścia się tam urodzić. Może będę mieć szczęście tam umrzeć.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                             

 Położyć się na miękkim piasku, twarzą w błękit. Wsłuchiwać się w recytację cykad i łagodny szumu słonej wody Adriatyku. Poczuć łaskotki wiatru na zmęczonych  stopach. Od czasu do czasu spojrzeć leniwie na jeszcze bardziej leniwe obłoki. Pozwolić, by złote ciepło słoneczne rozlało się na całe ciało. Pozwolić, by daleki śmiech dzieci przyjemnie kołysał. Przypływ…, odpływ…, przypływ… Spowolnić bieg krwi i oddech. Nie chcieć poruszyć palcem, rzęsą, czołem. Zasypiać… Zasypiać, wdychając  bukiet rozmarynu, lawendy i szałwii. W końcu zasnąć na dobre. Na szczęśliwe.  Trwać sobie w radosnej obojętności. I się rozłożyć. Ot, tak od niechcenia.

 Hvar - marina

   Jeśli czyta mnie ktoś z ZUS-u przy śniadaniowej kawie, pobłażliwy uśmiech nie schodzi z lica. No tak. Żebym pięknie dokonała żywota, muszę wzorem mitycznych bohaterów pokonać przeznaczenie. Jego miano: polska emerytura. Chyba, że wcześniej zostanę prezesem holdingu węglowego w swoim mieście. To rozwiąże wszystko. Łącznie z moim problemem mycia okien.

   Ale może zgodnie z życiowymi niespodziankami Hvar wcześniej mi będzie dany?

   I niekoniecznie na chwilę?

   Ponoć ta wyspa  należy do 10 najpiękniejszych na globie. Nie widziałam tamtych. Ale im dłużej byłam na Hvarze, tym byłam ich mniej ciekawa. Uwierzycie?

   By tę wyspę powabnie opisać, musiałabym tu stworzyć post długości Muru Chińskiego. Wspomnieć o każdej mieścince wartej grzechu. Gdzie każda uliczka obdarowuje nas pocztówkowym widokiem, a ludzie chodzą zadowoleni, bo nie potrafią inaczej. Gdzie niemal każdy rozgląda się naiwnie za działką pod swój dom z widokiem na uroczysko. No dobra, ja się rozglądam.

 Hvar - Droga

   Do raju dostajemy się przez piekło. Ale to piekło wyłącznie kierowcy. Na początku jest typowo, spokojnie. Najpierw Drvenik na Makarskiej Rivierze. Stąd odpływa prom. Ładujemy ciała i samochód. Cena biletu śmiesznie niska. W sezonie prom kursuje aż pięć razy, poza wakacjami razy trzy.

   Rejs króciutki. Z portowego nabrzeża widzimy bliski cel drogi. Wyraźnie widać bielejącą  hvarską latarnię morską. To kameralny Sućuraj. Czas zejść z pokładu i sprawdzić czy aby na pewno chorwackie złorzeczenie „Obyś zginął na drogach Hvaru” to jedynie  językowy zabytek.  Ja w beztrosce sycę oczy widokiem błękitnych zatok. Emocjonuję się widokiem dziarskiej staruszki na osiołku, która kijem pogania stadko owiec. Tymczasem luby co jakiś czas wydobywa z siebie: „A niech to!!!”. (Wersję oryginalną zostawiam dla siebie). Nie jest wysoko, serpentyn tyle, co na lekarstwo, więc dla mnie stresing żaden. „Tu nie ma nawet barierek!”- oburza się moje kochanie. No, w sumie dobrze. Ja tam jestem zadowolona. Przy moim rozmiarze mikro niekoniecznie  widzę znad paska blachy. Nie po to zaniechałam robienia prawa jazdy, żeby mieć świadomość, która każe mi się spinać i napinać. Po to nie robiłam, by czytać w trasie kryminały, gapić się na ludzi albo delektować umykającymi kadrami. Tak jak teraz. Jedziemy sobie zatem. Jedziemy niespiesznie- moja interpretacja. Wleczemy się – jego. Spacerowe tempo wymuszają ciągłe zakręty. A imię ich legion. Podczas 50 km cztery razy tkwimy w korku, bo wypadki.  Mój kierowca rozwija słownictwo starożytnych Rzymian. Ja nucę pogodne mruczanki.

   Cieszy lawenda, oliwne gaje, galerie osobliwości w postaci dziwacznie poskręcanych karłowatych sosen. Żałuję, że lawendowe łąki są już tylko dalekim echem, tego co było. Trzy tygodnie wcześniej cała wyspa kąpała się w fioletach. „Lawendowa wyspa” brzmi jakoś niepokojąco marketingowo. Pachnie folderami biur podróży. Ale to najprawdziwsza prawda. Jest ona tutaj- obok eksploatowania kieszeni turystów- głównym źródłem dochodu wyspiarzy. Urokliwa roślinka wiedzie żywot na niegościnnym, górzystym terenie. A jak na górzystym, to  góralka. A jak góralka to harda i twarda. Dlatego ma inne właściwości niż ta pochodząca z łagodnych toskańskich wzgórz lub pól Prowansji. Francuska arystokratka będzie wypełniać perfumy i marsylskie mydła. Hvarska  zawłaszczy sobie półki w aptece. Cena jej też  rodem z apteki. Ale słuch niesie, że idzie za tym jakość i skuteczność.

 Hvar - hvar6

   Gdzieniegdzie widzimy maleńkie, jakby wymarłe, wioski. Stare kamienne domy ze zdziczałymi kotami, przycupniętą ławeczką, na której nikt nie siedzi. Gdyby nie suszące się pranie, pomyślałabym, że to pustostan. Maleńkie zatoki z równie maleńkimi plażami,  proszące się o obecność.

   Trasa cały czas wiedzie wzdłuż wyspy. Wąska i długa przypomina smakowite bałkańskie ćevapčići. Mijamy przepiękną  Jelsę i mniej piękny Stari Grad. Pozwalamy sobie na krótką wizytę w zjawiskowej Wrboskiej, która niemal w całości jest starówką. Ale mnie wzywa sam kraniec zaczarowanej wyspy. Z pyszniącym się o tej samej nazwie Hvarem na górzystych zboczach.

   Późno już, a ja jeszcze nie skończyłam. Właściwie nie zaczęłam. 00:16, więc idę w piernaty śnić o Adriatyku. Dokończę w najbliższym czasie. Spodziewajcie się dalszego ciągu. Do spotkania.

 Hvar - zbocze
Podziel się na:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blogger.com
  • co-robie
  • email
  • Forumowisko
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Buzz
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Mój biznes
  • Poleć
  • Sfora
  • Tumblr
  • Twitter
  • Ulubione
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks
  • Śledzik

Recommended

4 Comments

Leave a Comment


9 + cztery =

Web Design MymensinghPremium WordPress ThemesWeb Development