SEZONADA

To miejsce jest dla Ciebie, jeśli tak jak ja, lubisz karuzele tematów. Niech nam się tutaj przyjemnie zakręci w głowie :-)

Bywanie

(Bez?)bolesny powrót z urlopu

 

To jak wizyta u dentysty. Przyjemnie być nie może. A znośniej?

  Powrót do codziennego życia po tygodniach delektowania się wolnym czasem i urodą życia. To musi boleć. Pytanie, jak bardzo? W tym roku już wcześniej opracowałam strategię na miarę działań interwencji kryzysowej. Może któreś z tych tricków przypadnie Ci do gustu.

 

1) Dobry powrót to dobry wyjazd. Czyli to, co sprzeczne z moją naturą: myśl z wyprzedzeniem. Przed udaniem się na wakacyjne lenistwo dobrze oddać wszystko terminowo, dopiąć sprawy kosztem nadgodzin czy zarwanej nocy. Te emocjonalne też. Wyjazd z czystym kontem to dla mnie brak obciążeń. Pochmurne myśli na leżaku nie mają dostępu. Wracać też lżej. Nie czeka na mnie nic nieprzyjemnego, co tylko podkręcałoby wisielczy nastrój. No dobra, nie jestem idealna. Zostawiliśmy trochę bałaganu. Dlatego w przyszłym roku zacznę pakować się trzy dni wcześniej, a mieszkanie zostawię w takim stanie, by jedyną rzeczą, którą muszę zrobić po powrocie to przeciąg.

 

2) Strefa zachcianek. Nieważne, że podczas wakacji rozpieszczałaś się w dwójnasób, trójnasób lub wielodziesiąt nasób. Gdy otworzysz drzwi swego mieszkania, powinno czekać Cię coś przyjemnego. Ulubione lody w zamrażarce, nowe sole do kąpieli, seans z ulubionym serialem. To czas by się porozpieszczać. Przekonać albo z uporem przekonywać (nie ma ja autopedagogizacja), że nie tylko urlop musi kojarzyć się z przyjemnostkami.

 

3) Patent mojego męża: nigdy nie wracaj w poniedziałek do pracy. Wracaj w środę. A najlepiej w czwartek. Szok będzie mniejszy, gdy w perspektywie masz całkiem bliziutki weekend. Fundujesz sobie w ten sposób okres przejściowy. Praca na mocnym wdechu i szybki wydech w sobotnio-niedzielny czas.

 

4) Zacznij od małych rzeczy. Pierwszy kontakt w pracy to niemal zawsze stan przedzawałowy. Spada lawina mejli, osuwisko próśb i ponagleń. Każdego by przytłoczyło. Mimo twardych wytycznych: załatwiaj szybko,  nie bierz żadnych nadgodzin i najcięższych zleceń. I tak nikt na serio nie wierzy, że po urlopie natychmiast się z tym uporasz.

 Kawa, relacja z wypadu, najlżejsze zadania, mocne zadanie i znowu kawa, lajtowy projekt. Taką strategię zalecają psycholodzy. Wkręcaj się powoli, ale konsekwentnie.

 

5) Planuj następne wojaże. Rozmyślaj, gdzie fajnie byłoby znowu ruszyć. Przeczesuj myśli, co chciałabyś zwiedzić, posmakować, dotknąć. To da Ci energetycznego kopa i nadzieję. Wbrew pozorom nie osłabi to motywacji do pracy. Będziesz bardziej nakręcona. Bo przecież zarabiasz, by znowu dosiąść wielbłąda albo zajadać szczupaka z mazurskich wód.

 

 

Podziel się na:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blogger.com
  • co-robie
  • email
  • Forumowisko
  • Gadu-Gadu Live
  • Google Buzz
  • Kciuk.pl
  • LinkedIn
  • Live
  • MySpace
  • Mój biznes
  • Poleć
  • Sfora
  • Tumblr
  • Twitter
  • Ulubione
  • Wykop
  • Yahoo! Bookmarks
  • Śledzik

Recommended

9 Comments

  • Zosia 18 sierpnia 2014 at 11:50

    Jak cudownie byłoby móc wykorzystać patent Twojego męża! Niestety kalendarz nie pozostawia złudzeń kiedy czas do pracy, ani nie daje bocznego wejścia, … Pozdrawiam Cię!!

    Odpowiedz

  • Explosive Mixture 18 sierpnia 2014 at 22:27

    Ostatnio miałam spontaniczny wypad z moim Lubym do Gdańska:) Mieliśmy ze spokojem wracać autkiem w poniedziałek wieczorem, a tu 30 km przed Toruniem zepsuło nam się auto :( I tak cały silnik był do wymiany, a my utknęliśmy 2 dni w Toruniu ;( Ja spóźniona dwa dni do pracy, mniej zarobiłam, ludzie na mnie dziwnie patrzyli jakbym celowo przedłużała ten mini urlop i zamiast wrócić z naładowanymi bateriami do pracy, wróciłam wykończona:(

    Odpowiedz

    • sezonada 18 sierpnia 2014 at 22:47

      To się nazywa pech. Chociaż przypuszczam, że po latach będziecie to wspominać jako przygodę a nie nieszczęśliwe zrządzenie losu. Przynajmniej miałaś okazję pozwiedzać Toruń, w którym ja nigdy nie byłam, a podobno jest fantastyczny. Choć pewnie Ty wolałabyś zgoła inne okoliczności turystyczne, nie pod znakiem przymusu odwiedzin.

      Odpowiedz

  • Mrs. Lifestyle 19 sierpnia 2014 at 20:12

    Mąż bardzo mądry człowiek :) Dokładnie się z nim zgadzam, nigdy z urlopu nie powinno się wracać w poniedziałek, tylko w czwartek. Są nawet jakieś badania, że to najlepszy dzień, właśnie ze względu na ten zbliżający się weekend. Nie ma poniedziałkowego szoku :)
    Wyjazd z odcięciem się od telefonu i internetu także zdaje egzamin przy powrocie, nic Cie nie zdekoncentruje podczas urlopu i wraca się bardziej zrelaksowanym. Teraz to mi się dopiero zachciało jakiegoś wyjazdu.

    Odpowiedz

  • MAGASHION.PL 21 sierpnia 2014 at 20:16

    Najlepszy jest punkt nr 3 !
    Nigdy o tym tak nie myślałam.
    Rzeczywiście kiedy w poniedziałek wypadło kiedyś jakieś święto i do szkoły poszłam dopiero we wtorek ten powrót nie był taki bolesny ;)

    Odpowiedz

  • Daria 25 sierpnia 2014 at 09:31

    Kurde coś dla mnie, dzisiaj mój pierwszy dzień. Mimo, ze mam home office to i tak zderzyłam się z rzeczywistością. W sobotę pół dnia sprzątałam, bo koty niestety nie przejmują się naszą depresją pourlopową i brudzą jak brudziły :D

    Odpowiedz

  • Dobre Geny 3 września 2014 at 14:03

    Zdecydowanie zgadzam się z punktem 1. Taka higiena umysłowa jest potrzebna do należytego wypoczynku. Powroty w środku tygodnia? W to mi graj, jest czas by powoli wciągnąć się w obowiązki i małe sprawy załatwiać od ręki, z co pilniejszymi się zapoznać i mieć z tyłu głowy plan na rozwiązanie. Strefa zachcianek :) prześwietny pomysł, absolutnie do wdrożenia.

    Odpowiedz

Leave a Comment


osiem + 3 =

Web Design MymensinghPremium WordPress ThemesWeb Development